|
 Jesteśmy przedstawicielami bardzo zaborczej cywilizacji i czynimy sobie poddaną całą ziemię. Człowiek jest najważniejszy, przyroda musi ustąpić. Są jednak takie miejsca na ziemi, gdzie to człowiek musi ustąpić przyrodzie. Musi, bo widząc, jakie skutki przyniosła jego działalność, sam sobie takie ograniczenie narzucił. Te miejsca to m.in. obszary wchodzące w skład sieci ekologicznej Natura 2000.
Spotkania ze zwierzętami to rzecz naturalna i pożądana przez wielu turystów. Przynoszą nam one wiele emocji, zwykle pozytywnych. Często pozostaje po nich pamiątka w postaci fotografii, czasem tylko wspomnienia. Obszary chronione istnieją po to, aby ludziom dostarczać emocji, jednak ich głównym celem jest ochrona przyrody, w tym także wszystkich zamieszkujących zwierząt. Bardzo ważne jest więc, aby każdy, kto wchodzi na teren chroniony, wiedział, jak się zachować podczas spotkań z jego mieszkańcami. Opisując pożądane zachowania posłużymy się przykładem Tatrzańskiego Parku Narodowego jednak opisane tu zasady są uniwersalne.
W TPN żyje około 8000 gatunków różnych zwierząt. Zdecydowaną większość z tej liczby stanowią bezkręgowce, zwłaszcza owady, na które mało kto zwraca uwagę. Tymczasem muchy, komary czy dżdżownice mają takie same prawa jak niedźwiedzie. Przynajmniej teoretycznie. Nawet jednak po zawężeniu naszych rozważań do ssaków, które stanowią niespełna jeden procent spośród wszystkich gatunków zwierząt, nie uda się stworzyć prostego kodeksu, określającego zasady postępowania w przypadku spotkania z dzikim zwierzęciem na terenie TPN. Można jednak sformułować dwie żelazne zasady.
1. Nie płosz. Zasada ta mówi między innymi o tym, że do zwierząt nie można rzucać kamieniami, co jak wykazuje praktyka, nie dla wszystkich odwiedzających TPN jest takie oczywiste. Aby być w całkowitej zgodzie z tym pierwszym, podstawowym przykazaniem, nie powinniśmy w ogóle zbliżać się do zauważonego zwierzęcia. Jeśli zwierzę zbliża się do nas, powinniśmy przystanąć i poczekać lub zrobić kilka kroków w tył. Czasem zwierzę pojawia się w sąsiedztwie ludzi z przyczyn zewnętrznych, na przykład ścigane przez drapieżnika lub rywala. Z pozoru w ogóle się nas nie boi. Tymczasem może być w wielkim stresie, którego nie zauważamy. A stres, jak wiadomo, szkodzi. Jeśli zwierzę zbliża się do nas, powinniśmy oddalić się od niego i to tym szybciej, im zwierzak jest większy.
Jeśli zwierzę idzie w naszym kierunku, powinniśmy cofać się tak, aby ta odległość została zachowana. Zasada zachowania odpowiedniego dystansu powinna dotyczyć wszystkich zwierząt. Niedopuszczalne jest czekanie, aż zwierza podejdzie na tyle blisko, że będzie go można pogłaskać. Nawet jeśli będzie to sympatyczny świstak lub wiewiórka.
2. Nie dokarmiaj. Na obszarach chronionych szczególnie tych wchodzących w skład Sieci Natura 2000, życie ma toczyć się swoją własną koleją. Dostępność naturalnego pokarmu w środowisku powinna być jednym z czynników regulujących liczebność populacji zwierząt. Dokarmiając, zaburzamy tę równowagę, wpływamy na zachowania zwierząt, osłabiając ich pierwotne instynkty. Zasada „nie dokarmiaj” dotyczy wszystkich gatunków zwierząt bez wyjątku, małych i dużych. Jest znana i propagowana od lat, a mimo to wciąż nie dotarła do świadomości większości odwiedzających obszary chronione. Nad stawami wciąż widuje się ludzi karmiących kaczki i „rybki”. Sypanie okruszków „dla ptaszków” przed schroniskami to także codzienny obrazek. Nierzadko ktoś, wybierając się na wycieczkę, zabiera dodatkową kanapkę lub czekoladkę „dla misia”. Fotoamatorzy nęcą zwierzęta smakołykami, aby łatwiej je sfotografować, inni często dla przyjemności popatrzenia, jak zwierzę oblizuje się po zafundowanej mu uczcie i prosi o jeszcze… Jeszcze inni mają nadzieję, że raz poczęstowany niedźwiedź pójdzie swoją drogą i o nic więcej się nie upomni. Świetnie pasuje tu powiedzenie „nadzieja matką głupich”. Wszystko to są zachowania nie tylko głupie, ale wręcz karygodne. Prędzej czy później prowadzą do tragedii, małych i dużych, w zależności od wielkości dokarmianego zwierzaka.
Tyle zasady ogólne. Są jednak przypadki szczególne – na przykład niedźwiedź. Roślinożerny drapieżnik. Indywidualista z charakterem. Turyści odwiedzający TPN często pytają, co zrobić w przypadku spotkania z niedźwiedziem. Tymczasem tak jak nie ma dwóch takich samych niedźwiedzi, tak nie ma prostej recepty na uniknięcie nieprzyjemnego kontaktu z niedźwiedzimi pazurami. Najlepiej unikać bliskich spotkań. Wyjątkowo niedobrze byłoby wejść znienacka na niedźwiedzia niespodziewającego się kontaktu z człowiekiem. Wędrując przez mniej uczęszczane rejony Tatr, dobrze jest więc rozmawiać, a gdy idziemy samotnie, można podśpiewywać pod nosem. Nie chodzi tu jednak o to, by głośnym krzykiem wypłoszyć z okolicy wszystko co żywe, w tym i niedźwiedzie. Gdy już zobaczymy niedźwiedzia, nigdy nie należy iść w jego stronę. Nie powinno się też wpadać w panikę i uciekać w przypadkowo obranym kierunku. Najpierw trzeba dobrze rozeznać się, czy przypadkiem nie weszliśmy pomiędzy matkę a jej młode lub nie natrafiliśmy na niedźwiedzią zdobycz w postaci padłego lub upolowanego jelenia. Po zorientowaniu się w sytuacji należy wolnym krokiem, bez wykonywania gwałtownych ruchów, oddalić się w dobrze wybranym kierunku, po bezpiecznej ścieżce. Zazwyczaj to wystarcza. Przy bezpośrednim spotkaniu niedźwiedź najczęściej schodzi człowiekowi z drogi i zaszywa się w najbliższych zaroślach. Bardzo rzadko zdarza się, by niedźwiedź podążył za oddalającym się człowiekiem. Jeśli jest to atak, wyjście na drzewo nas nie uratuje - niedźwiedzie również to potrafią. Ratowanie się poprzez rzucanie kanapek może być skuteczne, ale tylko na krótką metę. Jedna kanapka nie nasyci niedźwiedzia, za to przyczyni się do utrwalenia u niego skojarzenia człowiek - pożywienie, co nieodmiennie kończy się tragedią. Czasem niedźwiedź tylko markuje atak i po kilku krokach w naszym kierunku zawróci. Jeśli jednak tak się nie stanie i nadal będzie za nami szedł, nie należy zbyt wcześnie przybierać pozycji obronnej typu biedronka. Udawanie nieboszczyka, zalecane w niektórych podręcznikach surwiwalu, to naprawdę absolutna ostateczność. Niedźwiedzie nie gardzą wszak padliną. Jeśli jednak do takiej ostateczności dojdzie, należy położyć się na brzuchu, rękami chroniąc głowę. Nie ściągajmy plecaka, bo jeśli niedźwiedź machnie nam łapą po plecach może on uratować skórę na naszym grzbiecie. Niestety smutna prawda jest taka, że jeśli trafimy na naprawdę agresywnego osobnika, wszystko będzie zależało od jego woli i nie da się przed nim ani uciec, ani obronić. Na szczęście takich niedźwiedzi w naszych Tatrach nie notowano już od kilkudziesięciu lat, mniej więcej od czasu, kiedy niedźwiedzie objęte zostały ochronę, a ludzie przestali traktować je jak szkodniki i tępić wszelkimi możliwymi sposobami.
Innym ale i szczególnym przypadkiem są zwierzęta oswojone lub dzikie, ale zupełnie niepłochliwe. Gdy oddalamy się od nich, one uparcie idą za nami. Liczba zwierząt oswojonych na obszarach chronionych jest silnie uzależniona od tego, jak wielu ludzi łamie dwie żelazne zasady opisane powyżej. W warunkach tatrzańskich oswojeniu szczególnie łatwo ulegają lisy, kaczki krzyżówki, płochacze halne, zięby, sójki i orzechówki. Natomiast brak płochliwości u zwierząt dzikich może pojawiać się w wyniku zaburzeń gospodarki hormonalnej, jak na przykład u głuszców. Może być także wywołany chorobą, na przykład wścieklizną. W przypadku spotkania zwierzęcia, które zachowuje się natarczywie, należy zachować oczywiście odpowiedni dystans. W tym przypadku można sobie pomóc kijem o grubości dobranej odpowiednio do wielkości zwierzęcia. W przypadku głuszca lub kaczki wystarczy wierzbowa witka, na lisa czy jelenia przyda się grubsza laga. Pamiętajmy jednak, że użyć jej można tylko w ostateczności, gdy zwierzę bez żadnej zachęty z naszej strony uparcie pcha się nam pod nogi. Niedopuszczalne jest uganianie się z patykiem za każdym lisem, który pojawi się przy szlaku.
Inny przypadek szczególny to zwierzęta domowe, zwłaszcza psy lub koty. Są takie miejsca gdzie zwierzęta te mogą się poruszać swobodnie, ale są też takie gdzie należy je prowadzić na smyczy lub obowiązuje zakaz ich wprowadzania. Wałęsający się bez opieki domowy pupil to potencjalne zagrożenie dla dzikiej fauny. Pies nie pogardzi jajami ptaków wijących gniazda na ziemi, może tez spłoszyć pasące się spokojnie kozice. Jeśli to możliwe, zaopiekujmy się napotkanym osobnikiem. Zabierzmy go ze sobą i jeśli nie możemy go zatrzymać na dłużej, przekażmy do schroniska. Powinna nam w tym pomóc władza gminna, na przykład za pośrednictwem straży miejskiej, która jest ustawowo zobowiązana do zajmowania się takimi przypadkami. Jeśli nie uda nam się pochwycić bezpańskiego psa lub kota, powinniśmy powiadomić o jego obecności służby sprawujące nadzór nad danym terenem. Służby te powinniśmy także powiadomić o przypadku spotkania z niepłochliwym lub oswojonym zwierzęciem. W przypadku Tatrzańskiego Parku Narodowego, najlepiej bezpośrednio zadzwonić do dyrekcji TPN (tel. 18 202 32 00). Można także spróbować zastukać do najbliższej leśniczówki, strażniczówki (dawniej zwanej gajówką). Jeśli się nam to nie uda, zawsze warto wysłać maila na adres sekretariat@tpn.pl i opisać w nim szczegóły spotkania ze zwierzęciem. Na pewno zostanie on wnikliwie przeanalizowany, a wnioski posłużą lepszej ochronie fauny TPN, bo przecież wszystkim nam na tym zależy.
|
|
|
|


Dokarmianie zwierząt przez
turystów w parku narodowym:
|